wielki bol 02. września 2015 21:10:00

od czego by zaczać? ja wiem najprosciej by bylo od poczatku, ale to wszytsko jest tak skomplikowane ze sama nie wiem od czego zaczac....

jeszcze dwa lata temu myslalam że złapałam boga za nogi... miałam wszytsko czego pragnełam, by byc szcześliwa dziewczyna... miałam cudowny dom, rodzine prace, studia o ktorych zawsze marzyłam i Jego..

był dla mnie mezczyzna idealnym, kochałam go mimo iz to byla milosc zakazana i jednostrona, zakazana bo po jakims czasie naszych spotkan okazało sie ze nie jest ze mna szczery, okazalo sie ze oprocz mnie jest ktos jeszcze, jest zona.... swiat  mi sie zawalil... stracilam milosc swojego zycia przynajmniej wtedy mi sie tak wydawalo ze to bylo cale moje zycie...

zapewnial ze sa w sepracji ze im sie nie uklada... uwierzylam wiem wiem bylam slodka naiwna idiotka ktora uwierzyla facetowi... zonatemu facetowi...

wszytsko wracalo do normy spotkania, romantyczne spacery, kolacje, itd... znowu powoli stawalam sie szczesliwa, przez rok czasu mnie oszukiwal ze nie kocha juz zony ale ona nie chce dac mu rozwodu ze wzgledu na wpolna firme ktora prowadzili najpierw ich dziadkowie rodzice potem oni firma ktora w rodzinie istnieje od pokolen...

a po roku tego oklamywania stalo sie cos co nie powinno sie stac... pewien spacer potem kolacja i potem... miesiac pozniej okazuje sie ze pod moim serduszkiem bije kolejne serduszko, mala istotka ktora odmienia wszytsko...

stalo sie, okazalo sie ze jestem w ciazy... i wtedy wszytsko sie zawalilo, on robil mi wyrzuty ze to moja wina, tak jakby dzieci robily sie same...

przez cala ciaze nawet sie niczym nie interesowal zaczal mowic ze on jednak kocha zone i ze on nie chce tego dziecka, nie wiedzialam co mam robic, ale naszczescie mam cudowna rodzine ktora od poczatku dala mi wsparcie i obiecala ze zawsze pomoze w miare swoich mozliwosci...

gdy maly sie urodzil wszytsko sie zmienilo, moj swiat stal sie przepiekny... bo mam cudownego silnego i co najwazniejsze zdrowego synka ktory jest teraz calym moim swiatem, a ojciec, niby chce miec kontakt z synem ale nic w tym kierunku nie robi a jak juz dojdzie do spotkania to trwa 30 minut, alimenty jakies tam placi bez rewelacji ale placi...

najgorsze jest to ze wciaz cala wina mnie obarcza, ciagle mowi ze to moja wina ze bez jego zgody mam dziecko, ze sie cieszy ze ma syna ale nie ze ja jestem jego matka i vice versa tez zaluje ze moj syn ma takiego ojca... kocham mojego syna ponad wszytsko i zawsze bede bo to jedyna osoba ktora mam nie liczac rodziny...

niestety brakuje mi osoby ktora by przy mnie byla wspierala w trudnych chwilach przytulila powiedziala cos milego, czy ja kiedys zaznam jeszcze szczescia??

czy to jest mozliwe by ktos pokochal dziewczyne z dzieckiem... ehh.. tak wiele bym dala za chwile szczescia...




Komentarze (0)


pierwszy wpis 02. września 2015 21:03:00

Witam. o ile wogole ktokolwiek tu zajrzy chociaz raz...

nie wiem wogóle co mnie wzieło żeby załozyć bloga, gdzie nigdy nie miałam z tym doczynienia..

po co to pisze skoro moze nikt tego nie przeczyta nawet...

ale chyba wten sposob moze probuje wyrzucic z siebie wszytskie emocje ktorych nie mam gdzie wyladowac ani komu sie wygadac i w ten sposob probuje znalezc rozwiazanie...




Komentarze (0)



LINKI